Wystarczy zajrzeć do wyników wyszukiwania żeby się zorientować, że zabawki i sklepy z zabawkami to strasznie populartny pomysł w sieci na zarabianie. Pytanie brzmi, czy skuteczny?
Masowość zwykle znaczy, że zarobić może tylko najskuteczniejszy, najprzebieglejszy i ten na samym szczycie stawki. I pewnie jest to prawda. Ale czy on zarabia? Może to jest wyścig po marchewkę? Ile jest w stanie zarobić niepozorny, niekorporacyjny sklep z zabawkami, nawetr jeżeli plasuje się w czołówce wyszukań? Nie wydaje mi się, że wiele? Skąd więc ten pęd do zakładania sklepów z zabawkami? Pewnie na zasadzie, on ma sklep, to i ja mogę. Albo: jest tyle sklepów, że to się chyba opłaca. Też sobie założę. Tym bardziej, że pozornie nie wiąże się to z wielkimi kosztami. Na stronce „zlecenia” można sobie sklep założyć za jakieś już czterysta złotych. Bazę danych ściągnąć z jakiejś hurtowni. I to się wielu wydaje końcem wydatków. No oprócz domeny i serwera. Najtańszego zwykle. A prawda jest taka, że w ten sposób będziemy mieli bliski zeru ruch, a o zamówieniach można pomarzyć. W dodatku wszyscy rzucają się na te same firmy typu Mattel czy Hasbro. I zarzynają się cenowo. I jak tu zarobić?
Moim zdaniem prawda jest taka, że wygląda to tak jak w każdym biznesie. Czyli ile wsadzisz tyle wyjmiesz. Zabawki nie są niszą i trudno liczyć na cud. Tylko potężne inwestycje w sklep z zabawkami dadzą jakieś przychody. Bez inwestycji nie ma szans na zyski. A i to niczego nie gwarantuje, przecież konkurencja nie śpi, a w intrenecie znacznie łatwiej niż na innych rynkach obserwować poczynania konkurencji i na nie reagować.
Krótko mówiąc – sklep z zabawkami to biznes jak każdy inny, ile włożysz – tyle wyjmiesz.