Polecać

Napisane przez , dnia Czerwiec 23, 2010

w Inne

Tagi: , , ,

Od lat słowo „kumulacja” podbija tętno naszym rodzimym graczom w totolotka, stało się też ulubionym, a nawet wręcz magicznym dla wszystkich zarządów totalizatora. Przyjrzyjmy się więc: jak to realnie jest z tymi kumulacjami? Totolotkowych graczy można z grubsza podzielić na dwie grupy: „żelazny elektorat” i graczy mniej, albo bardziej okazjonalnych. Pierwsi są już uzależnieni, biorą udział praktycznie w każdej edycji gry, ale miesięcznie inwestują w nią przeważnie stałą, określoną gotówkę. Gdyby grali tylko oni, to z każdej edycji gry Totalizator miałby także stałe przychody. Gracze drugiej grupy muszą mieć ekstra zachętę – np. wielkie pieniądze do wygrania, chociaż nie w każdej sytuacji i nie tylko; częściej jest to jakiś inny powód, jakaś przeżycie w życiu prowokujące do odwiedzin kolektury. Ci gracze rzadko dołączają do „żelaznego elektoratu” – w bardzo wielu przypadkach wówczas, gdy trafi się im większa wygrana, zachęcająca do systematyczności. Jakąś część z nich pewnie dałaby się namówić na regularność, przez zainteresowanie różnymi sposobami gry i widokami na nadchodzące lata zwiększenia w niej szans. Ale raczej urzędnicy, niż biznesmeni zasiadający nadal w zarządach spółki albo nie dostrzegają tej sposobów, lub również ją lekceważą – myślę zresztą, że intelektualnie byłaby to dla nich zdecydowanie za trudna sztuka.

Po zmianie ustrojowej, kiedy to Totalizator przestał być traktowany ideologicznie (informacja dla młodzieży: w PRL-u maksymalna wygrana nie mogła być większa, niż 1 milion zł) i zaczął mieć obowiązek jak największego zasilania budżetu, a na dodatek pojawiła się zrazu słaba, ale już jakaś rywalizacja hazardowa, konieczne stało się powalczenie o obroty Korporacji – a zatem głównie o graczy okazjonalnych. Ze stuprocentową pewnością w pierwszej kolejności sięgnięto (i sięga się cały czas) do reklamy (pamiętacie hasło: „Miliard w sobotę, miliard w środę”?). Niemniej jednak już bodaj w 1997 roku, ówczesny prezes Władysław Jamroży – ten sam, od afery w PZU, idąc dalej i wzorując się na zagranicy zrobił rzecz bardzo pożyteczną dla Totalizatora – zmienił tak regulamin Dużego Lotka, że w razie nie trafienia poprzez graczy „szóstki”, pula głównej wygranej z tej edycji powiększała pulę, czyli kumulowała się w głównej wygranej dalszej edycji. Niemal jednocześnie zrobił rzecz niestety mniej pożyteczną dla graczy – podniósł cenę zakładu co zrobiono też ostatnio, podwyżka miała i spowodowała zmniejszenie ilości zawieranych zakładów, co przełożyło się na główne wygrane – ich ilość zmniejszyła się proporcjonalnie, w większości przypadków zatem zdarzały się edycje bez trafionej „szóstki” i w związku z tym większa, skumulowana pula w dalszej edycji gry. Póki co mamy znów podwyżkę, niemniej jednak należy widzieć i pozytywy, a mianowicie modyfikację nazwy.

No to do kolektur drodzy Rodacy znów „kumulacja”.

Bystre bo podobne

  • W co my gramy
    Właściwie każde losowanie wzbudza wiele emocji i nie jest to jedynie Polska specjalność. Globalnie gry liczbowe o ogólnokrajowym zasięgu są ...
  • Czy grasz w totolotka
    Na 1szy rzut oka to co tu napiszę wydaje się dziwne, niemniej jednak jak dobrze wszystko przemyślimy to wydaje się bardzo logiczne , że to, ...
  • Co dalej z totalizatorem
    Tajemnic nowej, ponoć już niemal gotowej strategii, zarząd Totalizatora strzeże na razie niczym dziewica cnoty. Przyciskany do muru rzecznik...


  • Być ciekawe

  • Popular posts

    • None found