Tajemnic nowej, ponoć już niemal gotowej strategii, zarząd Totalizatora strzeże na razie niczym dziewica cnoty. Przyciskany do muru rzecznik powtarza tylko to, co słyszymy od lat: osią strategii ma być odmłodzenie klienteli, planowane jest wejście do Globalnej sieci, pojawią się nowe gry i zdrapki. Niełatwo o bardziej ewidentne kierunki rozwoju, skoro grono graczy w lotto konsekwentnie się starzeje, a drożejące zakłady oprócz tego je przerzedzą. Młodszych i dynamicznych Mieszkańców Polski, zwykle łączących hazard z rozrywką i szukających adrenaliny, bardzo trudno będzie kusić wyprawą do kolektury, wypełnieniem kuponu i oczekiwaniem na wieczorne losowanie. Wchodząc w sieć, spółka posiada więc szansę wykorzystać zmiany na rynku, które przyniesie rozpoczęcie administracyjnej walki z działającymi z zagranicy operatorami gier i kasyn w globalnej sieci.
Walka o zmianę wizerunku i przyciągnięcie młodszych graczy nie będzie łatwa. Wręcz przy atrakcyjniejszej formule telewizyjnych losowań Totalizatora, o których oprawę ma zadbać holenderska firma Endemol, organizując raz na 30 dni show z udziałem gwiazd, wzorowanych na programach BBC. Symptomatyczne, że nasi główni nadawcy telewizyjni nie bardzo wierzą w powrót przed telewizory graczy lotto. Ich liczba spadła w ciągu ostatnich lat o ponad pół miliona – do około 1,7 mln – co oznacza znacznie mniejszą widownię losowań niż innych programów nadawanych w porze największej oglądalności. Taka jest cena dryfowania Totalizatora. Bez jasnej strategii rozwoju, z wiarą w szczęśliwy los monopolisty. W tej chwili kuszenie losu będzie kosztować znacznie drożej, bez żadnej gwarancji rozbicia rynkowej puli.